to wydanie książki przypomina organizację idealnego wesela.
Po wydaniu książki też czeka cię wysiłek. Premiera i promocja książki to czas wytężonej pracy i przede wszystkim dyspozycyjności autora. To czas recepcji tego, co napisałaś. Wymiernego odzewu w postaci sprzedanych egzemplarzy, ale również reakcji środowiska, klientów, czytelników. Będzie się działo! Nie wszystko pójdzie po twojej myśli. Na bank znajdziesz literówkę w swojej świeżo wydrukowanej książce.
Oby tylko tyle.
I jeszcze jedno: być może usłyszysz, że pisanie sprawia przyjemność tylko grafomanom. Moim zdaniem, to nieprawda. Pisanie może sprawiać ogromną frajdę. Będziesz uśmiechać się do monitora. Będziesz wiwatować w pustym pokoju. Każdy, kto pisze, wcześniej czy później doświadcza momentu flow. Momentu, który czasem określany jest natchnieniem, weną, inspiracją. To ten moment, kiedy tekst „pisze się sam”, kiedy odsłania się w nim coś nowego, niezaplanowanego, ale istotnego, inspirującego, wartościowego.
Czasami nie da się ‘wyłączyć’ trybu pisania. Być może będziesz rozmawiać sama ze sobą w autobusie. Wyjdziesz z kolejki w urzędzie, żeby na odwrocie wniosku zapisać to, co właśnie przyszło ci do głowy. Pod prysznic będziesz chodzić z dyktafonem. Flow nie pojawia się od razu, nie przychodzi „na żądanie”. Dopóki trwa, warto z niego korzystać najlepiej jak się da.
Zdarza się, że osoby piszące mówią, że całe to pisanie jest nieopłacalne. Rzadko honoraria autorskie wynagradzają adekwatnie czas i wysiłek, zwłaszcza jeśli przelicza się to na godziny pracy.
Z drugiej strony książka przynosi różnorodne benefity, te wymierne i te niewymierne. Zdecydowanie podnosi status zawodowy. Otwiera drzwi do innych form zarabiania pieniędzy (szkolenia, warsztaty, konsultacje). Przynosi popularność. Przyprowadza do nas ciekawych ludzi. Budzi u innych zachwyt, wzruszenie. Pozwala wreszcie powiedzieć to, co dla nas ważne. Niesie nas w nowy świat.