Wybitny polski filolog profesor Henryk Markiewcz sformułował sześć prostych zaleceń dla swoich uczniów, którzy podejmowali się napisania pracy naukowej. Te zalecenia – nawet jeśli sprofilowane pod badaczy teorii i historii literatury – przypominają o kilku podstawowych sprawach dotyczących warsztatu.
Pisz tylko o tym, co interesujące, a więc nowe (chyba że piszesz podręcznik) i dostatecznie ważne.
Nie warto powtarzać rzeczy znanych. I od razu powiedzmy to, wiele początkujących osób popełnia ten błąd. Zanim przejdą do meritum, najpierw czują się w obowiązku zreferować całe zaplecze merytoryczne i pokazać, że faktycznie znają się na rzeczy. Działa tu kilka rzeczy. Szczególnie mocno to, jak nas wychowano, kształcono i traktowano w pracy. W szkole dziewczynki mają mieć same piątki. W pracy zawodowej kobiety muszą starać się dwa razy mocniej. Nie mają przestrzeni, z której korzystają chłopcy i mężczyźni, by wybierać, co im się przyda, co je interesuje, gdzie się chcą rozwijać. No i potem wydaje się, że trzeba tak samo. Muszą być niezawodne, śmigać we wszystkich tematach w górę, w dół, wstecz i wzdłuż. I przy pisaniu te nawyki wychodzą. „Nie mogę nic pominąć”. „Nie mogę tego tak zostawić bez omówienia”. „Nie mogę powiedzieć czytelnikowi, jeśli potrzebujesz wiedzy podstawowej, doczytaj, poszukaj w innych publikacjach”.
Tymczasem powtarzanie znanych lub dostępnych gdzie indziej treści, szczególnie w książce eksperckiej, czytelnik odbierze jako zbędne, nudne albo wręcz rodzaj „zapchajdziury”. Zdecydowana większość treści w twojej książce powinna być oryginalna.
Z rygorów postępowania naukowego rezygnuj tylko wtedy, gdy już wyczerpałeś wszystkie ich możliwości.
Twój przekaz – język, styl, argumenty i przykłady, których używasz, sposób formułowania wypowiedzi – powinien być spójny, „z właściwej bajki”, zgodny z tym, w jaki sposób pisze się na dany temat. Zderzenie stylu z oczekiwaniami czytelnika działa odświeżająco jedynie w literaturze pięknej, ale też nie zawsze.
Pamiętaj, że bałaganiarstwo to wielka wada; większą od niej jest tylko perfekcjonizm.
Panuj nad tekstem, ale pozostaw sobie przestrzeń na twórcze poszukiwania. Pedantyzm bywa zabójczy dla kreatywności. A tego nie chcemy.
Jasność to uprzejmość uczonego.
Moje ulubione zalecenie. Nie gmatwaj. Nie motaj. Naprawdę, prostota zawsze się obroni. Gmatwanina najczęściej dowodzi, że autor/ka nie przemyślał/a swojej wypowiedzi, nie zadał/a sobie trudu, żeby dopracować strukturę pracy, nie przeczytał/a tekstu po sobie.
Nie jesteś Tomaszem Mannem; nie łudź się, że czytelnik będzie miał czas i cierpliwość do twoich dłużyzn.
Nie przegaduj! Wielosłowie i powtórzenia to zmora osób o tak zwanym lekkim piórze, które potrafią wyrazić to samo na sześć różnych sposobów. Trzeba nad tym zapanować.
Nie popisuj się niepotrzebną erudycją i nie powołuj się na autorytety, gdy piszesz o sprawach oczywistych.
Trudno czasem się powstrzymać, prawda? W czasie pracy nad książką, warto pamiętać, dla kogo ją piszesz i czy będzie mu/jej to, czym właśnie chcę zabłysnąć, do czegokolwiek przydatne.
Które zalecenie wydaje Ci się szczególnie przydatne?


