Więcej nawet, przy kolejnych książkach bywa trudniej niż przy debiucie. Powie to każdy, nawet najbardziej utytułowany, nagradzany i doceniany autor – kiedy wychodzi kolejna książka, jej premiera budzi nie mniej emocji niż ta pierwsza, a czasem nawet więcej. Dzieje się tak, bo po pierwsze, wiemy co nas czeka, a po drugie mamy więcej do stracenia czy też o nową, wyższą stawkę gramy.
Premiera książki – nawet kolejnej w serii – znów odsłania osobę piszącą przed światem, znów eksponuje jej wrażliwe, twórcze „ja”, znów weryfikuje się jej praca, wysiłek, doświadczenie, wiedza, wyobraźnia i język, wszystkie zasoby użyte do napisania tekstu.
Przy pierwszej książce narracja wokół osoby piszącej jest uporządkowana wokół tego, co chce ona o sobie powiedzieć, teraz zaś idą za poprzednie tytuły, ich wartość rynkowa, oceny czytelników, udane i nieudane wystąpienia. Zgodnie z zasadą, że pierwsze wrażenie można zrobić raz, przy kolejnych premierach trzeba się mocno napracować, żeby to pierwsze wrażenie skorygować.
Szczególnie trudne bywa przejście pomiędzy gatunkami.
Porzucenie emploi autorki piszącej dla dzieci na rzecz prozy, wyjście z pozycji autora komedii kryminalnych, przejście z fantasy do reportażu może być dla osoby piszącej wyjątkowo uciążliwe i na etapie szukania wydawcy, i na etapie promocji, co nie znaczy, że jest to niemożliwe. Wtedy też dochodzi „tłumaczenie” się z tego przesunięcia, rozgrywanie go marketingowo, ale też budowanie persony autorskiej na nowo, dostosowanej do nowego obszaru literackiego, na którym właśnie jest premiera.
Emocje wokół premiery kolejnej książki pozostają te same, co przy debiucie.
To wybuchowa mieszanka: radość i satysfakcja z zakończonego zadania, żal i poczucie straty po opuszczeniu kreowanego świata, niepokój wokół oczekiwań i prognoz co do powodzenia tytułu, napięcie związane z reakcjami bliskich, rodziny, przyjaciół, wreszcie ulga, że mamy proces wydawniczy za sobą, a tu trzeba stanąć w pełni sił do promocji i spotkań autorskich. Doświadczenie mówi, że nie będzie to tylko przyjemność, to również wysiłek.
Kolejna książka to również mierzenie się z oczekiwaniami czytelników, którzy na podstawie debiutu, wyrobili sobie oczekiwania i apetyt na kolejne wrażenia. Bywa tu ślisko i świetnie wiemy, jak wiele osób piszących pośliznęło się na tym, bo koniecznie chciało im sprostać i do tego zrobić to szybko.
Chcę to mocno podkreślić: nie warto się spieszyć przy kolejnej książce.
Wydana zbyt szybko – niedopracowana, nieprzemyślana, napisana pod presją udanego debiutu – to najgorsze co, możesz sobie i swojej twórczości zrobić. To, co mówi wydawca, co piszą recenzenci, jakie są głosy czytelników – że chcemy już, że koniecznie, że natychmiast – obróci się przeciwko, kiedy tak napisana książka pojawi się na rynku. Wtedy będzie, że „zawiódł oczekiwania”, że „nie uniosła tematu”, że „trudno oczekiwać, żeby znów powtórzyła sukces” itd., itp.
Twoja kolejna książka zasługuje na co najmniej tyle samo uwagi, czasu i pracy co poprzednia – jeśli nie więcej – z powodów, które wymieniłam.

