Wybór okładki budzi ogrom oczekiwań. Zacznijmy od tego, że dobrze zaprojektowana okładka jest adekwatna do tego, czego może spodziewać się czytelnik. Ma uwodzić, ale nie może zwodzić. Na pewno też nie może banalizować czy umniejszać treści zawartych w książce. Myląca okładka to pierwszy krok do porażki książki.
Większość książek sprzedawana jest przede wszystkim w internecie
Wraz z przeniesieniem punktu ciężkości w sprzedaży książek z księgarni stacjonarnych do internetowych pojawiła się potrzeba projektowania okładek książek tak, żeby dobrze wyglądały w przeglądarce. Od kilku lat czytelnik widzi okładkę pierwszy raz najczęściej w miniaturze, w zestawieniu z innymi i do tego na białym tle.
Niektóre wydawnictwa dostrzegły to szybko. Podniósł się kontrast używanych kolorów, zmieniła się również proporcja typografii, pojawiły się okładki, które przypominają konstrukcją znaczek pocztowy. Znaczenie ma również proporcja wybieranego formatu – niektóre mogą być przycięte albo nawet zdeformowane po dodaniu do szablonu używanego na stronie księgarni internetowej. Warto uwzględniać przy doborze formatu realia sprzedaży niż żałować, że książki ‘nie widać’ lub wypada źle.
Nie tylko ładna
Okładka pełni przede wszystkim funkcję informacyjną – kto to napisał, jaki jest tytuł i podtytuł, czy to książka w serii, czy to kolejny tom cyklu, kto jest wydawcą – to nie są błahostki! Oglądanie projektu okładki – samego pomysłu graficznego, bez informacji bibliograficznych – jest dużym błędem. Skupiamy się wtedy na ilustracji, na wartościach estetycznych i potem ich bronimy, kiedy przychodzi do umieszczenia nazwiska, tytułu czy logo wydawnictwa. A to nie tylko o tą ilustrację chodzi. Twoja książka w pewnych sytuacjach może mieć tylko to, tylko tą pierwszą stronę okładki (a czasem tylko grzbiet!), żeby zatrzymać czytelniczkę, żeby zwrócić na siebie uwagę czytelnika. Tam musi być czytelny tytuł oraz nazwisko autora/autorki. To absolutne minimum.
Szewc bez butów chodzi
Wybór okładki budzi ogrom emocji. Dla autora jest to pierwsza jaskółka premiery. Wielu chce mieć wpływ na jej kształt, niektórzy biorą się nawet sami za projektowanie. Trudno, żeby przyniosło to dobry efekt, poza sytuacją, gdy autorka jest profesorką ASP albo zawodową graficzką, ale i wtedy bywa lepiej, gdy za okładkę odpowiada ktoś trzeci.
Widziałam kilka tysięcy projektów i dzisiaj nie pamiętam niemal żadnego z odrzuconych. Słabe projekty są nijakie, banalne, powtarzalne. Mają opatrzoną typografię, zużyte, sztampowe ilustracje, które już tyle razy widzieliśmy. Albo zawierają niczemu nie służące ozdobniki, najczęściej w nadmiarze. Obie sytuacje są niewarte uwagi. Dlatego warto zadbać o porządny projekt okładki.
Możesz zapytać swoich obserwatorów, ale…
Jeśli nadal masz wątpliwości, możesz zapytać swoich czytelników. Na przykład zrobić ankietę na Instagramie. To przy okazji zaktywizuje obserwatorów konta. To ciekawe, co wybiorą czytelnicy i warto czasem to sprawdzić. Może się jednak okazać, że wybiorą projekt, który najmniej ci się podoba i co wtedy?
Mniej znaczy więcej
Lubicie bajery na okładce? Wybiórczy lakier, brokat i folie metalic, faktury i tłoczenia albo efekt fluo? Wiem, że to się podoba. Mnie też. Ale rozsądek i doświadczenie podpowiadają, że warto wziąć pod uwagę trzy rzeczy przy drukowaniu okładki z takimi dodatkami.
Po pierwsze, dodatki powinny być trwałe i wykonane w punkt. Nie dajcie sobie wmówić, że cieńsza folia da taki sam efekt albo że to może iść na podobnym, tańszym zastępniku. Albo że fluo z cmyka jest niemal identyczne jak z pantonu. Nie jest. Takie oszczędności źle się kończą. Po drugie, jeśli już teraz książki „nie stać” na suknię jak na bal, może warto pomyśleć o skromniejszej sukience? Zwłaszcza, że wtedy dodruk będzie też łatwiejszy finansowo. Po trzecie, im bardziej wystandaryzowany druk, tym więcej drukarni może go zrealizować. Czytelnik chce książkę już teraz natychmiast, więc czekanie na jedną jedyną drukarnię, która ma taki typ uszlachetnienia druku jeszcze trzy tygodnie ma sens tylko przy wyjątkowych edycjach.
Wizytówka
I najważniejsze. Przy podpisywaniu umowy z wydawnictwem zadbaj o zapis, że zarówno tytuł książki jak i okładka są z tobą konsultowane i wspólnie wybierane. Inaczej możesz wylądować z książką w okładce, której będziesz szczerze nienawidzić i z trudem pokazywać. Boli, nieważne ile lat minęło od wydania. Wiem coś o tym.
A tutaj bardzo ciekawa rozmowa o okładkach:
Raport o książkach – Przemek Dębowski o projektowaniu książek – Raport o stanie świata


