Już tu kiedyś byłam

Pisanie kolejnych książek pod pewnymi względami przypomina wędrówki przez góry,  kiedy kolejny raz wybieramy trasę, pakujemy plecak, wkładamy wygodne buty i ruszamy na szlak. Już wiemy, że nie może zabraknąć nam czekolady i wody, że kurtka od deszczu jest niezbędna, że plasterki na obtarte pięty mogą się przydać nawet przy najlepszych butach. Potrafimy przewidzieć, kiedy będzie potrzebny dłuższy postój na odpoczynek i na którą wrócimy do schroniska. Mapa, nieco przetarta na brzegach, nie ma przed nami tajemnic, innym wędrowcom mówimy na trasie „dzień dobry”, nogi niosą nas same.

Jak wiadomo, góry potrafią nas porządnie zaskoczyć. 

Maruderzy jako towarzysze wędrówki, nasza niedyspozycja, przeszacowane możliwości, słabo oznakowany szlak, pokusa by pójść na przełaj, zerwany most, zamknięte przejście… Możliwości, by coś poszło nie tak, jest naprawdę wiele. Równie dużo może być miłych niespodzianek. Drzemka na słońcu, świetna widoczność, spotkanie z dudkiem albo orłem, gąszcz dzikich malin, chłodne, czyste wody strumienia, rozmowa z kimś ciekawym przy stole w schronisku.

Nawet gdy idziesz tą samą trasą co kiedyś, wędrówka nie będzie taka sama. 

Pisanie kolejnego kryminału, reportażu, zbioru opowiadań przy kolejnym podejściu może pójść lżej, szybciej, może przynieść nowe otwarcie w  naszej twórczości. Z kolei za szóstym czy dziesiątym razem, stanie się wręcz nudne i trzeba szukać dodatkowych urozmaiceń czy wyzwań, żeby w ogóle się tam wybrać. Wejście w nowy gatunek jest wyruszenie w góry, których nie znamy. Ale  to, co jest niezwykle ciekawe i może przynieść ci wsparcie, to obserwowanie samej siebie w czasie procesu twórczego.

Rozpoznawanie miejsc i uczuć, jakie temu towarzyszą, ułatwia pokonywanie trudności.

Ruszam. Ten początek to niepewność, ekscytacja, bojowa wręcz mobilizacja. I wdzięczność, że mam pomysł, że znów mnie niesie inwencja, ciekawość, mój talent.

Pierwsze trudniejsze podejście. Wiem, że potrzebuję zwolnić, a potem przyspieszyć i pokonać na raz.

Przełęcz. Oglądam z zachwytem to, co przeszłam i to, co przede mną. Wyszłam z tamtego maleńkiego punktu na dole i idę tam wysoko w chmury, mgłę, wiatr i przestrzeń. Niezwykle motywujące miejsce, jeśli potrafisz docenić drogę, którą przeszłaś.

Brak oznaczonego szlaku. Byłam tu już kiedyś. Kręciłam się w kółko, nadłożyłam drogi, czułam frustrację i miałam ochotę zawrócić. Usiądę i poczekam, aż mi to minie. A może tym razem spróbuję znaleźć drogę inaczej?

Przejście przez bukowy las. Spokojny oddech, miarowy krok. To tutaj pracuje się najlepiej, to tutaj mam szansę napisać coś inaczej niż dotąd, to tutaj systematycznie przybywa tekstu.

Podejście. Pierwsza kulminacja w tekście. Czuję mobilizację, nie chcę oglądać się za siebie. Spod pióra  pryskają słowa, na niektórych się ślizgam, inne służą mi jako podparcie. Nie musi być doskonała, ważne żeby była intensywna, żywa, prawdziwa.

Bezdroże. Grzęznę w błocie wątpliwości. Czy ja na pewno wiem, gdzie idę? I po co się tak męczę? I czy ktoś to będzie chciał kiedykolwiek czytać? Znam to miejsce aż za dobrze. Wtedy sobie poradziłam, to i teraz sobie poradzę.

Czy w tej wędrówce jest przydatna przewodniczka?

Oczywiście, że tak. Ktoś, kto zna szlak lepiej niż ty, potrafi dać instrukcje czy wyciągnąć pomocną dłoń przy trudnym podejściu bywa wręcz bezcennym wsparciem. Jednak przy pisaniu kolejnych książek to ty dowiadujesz się, do czego i kiedy potrzebujesz innych doświadczonych osób obok siebie, a gdzie i kiedy musisz jednak poradzić sobie sama i jak to zrobić, żeby na koniec czuć spełnienie i radość.

To ty stajesz się swoją przewodniczką.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Polecane posty:

Debiut i co dalej?

Egzemplarze obowiązkowe

Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 7 listopada 1996 r. o obowiązkowych egzemplarzach bibliotecznych oraz Rozporządzeniem Ministra Kultury i Sztuki z dnia 6 marca 1997

Szczegóły »