Korekta po składzie

Kiedy dopracowany w czasie redakcji merytorycznej i językowej tekst trafia do łamania, mogą pojawić się w nim nowe błędy i usterki. Dlaczego? Bo skład wykonywany jest przez człowieka i nawet najbardziej doświadczona i zaangażowana osoba może w czasie swojej pracy pominąć lub pomylić coś istotnego. I choć dla niej będzie to jeden zbędny lub pominięty ruch myszką, zmieni on sens i zostawi czytelnika w konfuzji, bo coś się nie zgadza.

Dlatego tak ważna jest staranna korekta również na tym etapie.

Po pierwsze trzeba sprawdzić tzw. żywą paginę, czy zmienia się adekwatnie do zmian tekstu i do tego w ten sam sposób. Dalej czy formatowanie tytułów, śródtytułów, bloków z cytatami, dialogów i akapitów jest zrobione konsekwentnie. Wreszcie, czy spis treści odsyła dokładnie tam, gdzie trzeba. Jeśli mamy ilustracje, to czy podpisy zostały dodane prawidłowo. Podobnie z odsyłaczami i przypisami.

Szczególną uwagę zwracamy na strony otwierające i zamykające całość.

Błędy tutaj są szczególnie rażące i związane z konsekwencjami, jeśli pojawiają się w zapisach nazwisk, wpisach dotyczących praw autorskich, np. oznaczeniu współautorów czy licencjodawców do ilustracji czy tekstu. Literówka w podtytule, dedykacji czy podziękowaniach będzie wyjątkowo bolesna.

Skład może wymagać interwencji w tekście.

Może pojawić się prośba by „zgubić” lub dodać jeden – dwa wersy. Wynika to zwykle z tego, że skład chce zaoszczędzić pustą stronę lub rozkładówkę lub uniknie dzięki temu błędu, jakim jest na przykład pojedynczy wiersz otwierający kolumnę. Nie należy się tego obawiać, przy okazji można wyrzucić zbędne słowa (niemal zawsze się takie znajdują, można ciąć niemal w ciemno przysłówki np. bardzo) lub wymienić na krótsze synonimy (również > też, posiadała > miała, istniał > był) i odwrotnie, jeśli tekstu ma przybyć.

Dla autorx to moment, kiedy widać tekst „na nowo”.

Kiedy autorx dostaje tekst po składzie, dostrzega w nim rzeczy, których wcześniej nie zauważałx. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze, nastąpiła kilkutygodniowa przerwa i pojawił się dystans do tekstu, a jak wiadomo z odległości widać co innego niż z bliska. Po drugie, formatowanie i skład wnoszą nową jakość: odstępy, łamanie, żywa pagina to wszystko dopowiada i hierarchizuje. Po trzecie, w sposób namacalny widać, że coś co kiedyś było mglistym pomysłem, zbieraniną myśli, natrętną ideą w tyle głowy, zmienia się w opowieść, którą przeczytają inni.

I jako wydawczyni z wieloletnim doświadczeniem chcę mocno podkreślić: to ostatni moment na zmiany.  Co do zasady do składu powinien iść tekst, który mamy ustalony na 100%, ale jeśli coś budzi wątpliwości, to teraz trzeba to rozstrzygnąć, jeśli czujemy, że trzeba coś usunąć/zmienić/dopisać, to teraz. To jest ostatni dzwonek.

 

Dodaj komentarz

Polecane posty:

Od pomysłu do premiery

Od czego zacząć?

Sprawa zdecydowana: wydajesz samodzielnie! I co teraz? Masz do wyboru co najmniej kilka ścieżek. Beta czytanie Wybierz kilka osób i poproś o uważną lekturę swojego

Szczegóły »
Od pomysłu do premiery

Jak pisać o szczęściu

żeby nie było cukierkowo i pompatycznie? Bo przecież nie jest tak, że literatura ma być tylko o tym, co złe, smutne, wstydliwe, traumatyczne i nieznośne

Szczegóły »
Od pomysłu do premiery

Publikacja dostępna, czyli jaka?

Polska wdrożyła Europejski akt o dostępności ustawą o zapewnianiu spełniania wymagań dostępności niektórych produktów i usług przez podmioty gospodarcze (26 kwietnia 2024 r.). Obowiązek zapewniania

Szczegóły »