Kiedyś, kiedyś – jako osoba trzydziestoletnia – miałam taką wizję siebie w przyszłości: na emeryturze będę pisać książki. Byłam wtedy młodą matką i właśnie zaczęłam pracę, która wyczerpywała mnie do cna.
Chciałam pisać, ale nie miałam na to miejsca. Ani w kalendarzu, ani w sobie.
Mijały lata. Pracy nie było mniej. Urodziłam drugie dziecko. Czasami w weekend, po tym jak wysprzątałam dom, ugotowałam posiłki na kilka dni na przód i ogarnęłam opiekę nad dziećmi, siadałam przy biurku zmęczenia i otwierałam edytor. Kursor migał, słońce schodziło coraz niżej, dzieci wracały do domu. Dziś wiem, że lepiej było wtedy się położyć na drzemkę albo iść na długi spacer.
Przynajmniej bym odpoczęła.
A więc marzyłam, że na emeryturze napiszę powieść, sagę rodzinną, wielotomową, wielowątkową. Będę mieć siwe włosy, okulary w cienkich oprawkach, grube swetry z wełny, koty i psy koło biurka. Będę siedzieć w szerokim, wygodnym fotelu i patrzeć w okno. Wiatr będzie przeganiał chmury, a ja będę mieć nieskończoną przestrzeń w sobie, na biurku, w kalendarzu by pisać. Nie dyskutowałam z tym marzeniem, nie zadawałam mu pytań. Trzymałam je głęboko i tylko czasem siadałam przy biurku, by być go odrobinkę bliżej.
I stało się tak, że w moim najbliższym otoczeniu pojawiła się emerytura, a wraz z nią trudności finansowe, problemy ze zdrowiem, spadek motywacji i energii, gorsze dni i noce, ograniczenia w podróżowaniu i mniej ciekawości do poznawania świata.
Nijak się to miało do tego, co sobie wyobrażałam.
Zastanawiałam się, czy będę miała za dwadzieścia, trzydzieści lat siły i motywację na to, żeby zmienić całe swoje życie? Czy będzie mi się chciało zacząć robić coś zupełnie nowego? Czy pisanie wciąż będzie wtedy dla mnie atrakcyjne? Czy będę miała wtedy do powiedzenia coś ciekawego? Czy mam gwarancję, że będę zdrowa, sprawna i lotna intelektualnie tak jak jestem teraz? Czy będę chciała wtedy pracować twórczo czy raczej odpoczywać po przeżytym, intensywnym, ciekawym życiu? Czy mam pewność, że inne tematy mnie nie przygniotą do ziemi tak jak teraz robi to moja praca? I dotarło do mnie, że jeśli chcę pisać, to muszę zrobić na nie miejsce tu i teraz.
Nie będzie lepszego momentu i nie będzie innego kalendarza niż ten, który ja prowadzę.
Jest czas na pracę i jest czas na odpoczynek. Jest czas kreowania swojego świata i czas sprzątania po sobie. Jest czas, kiedy marzenie kwietnie w tobie i czas, kiedy zamienia się w zasuszony kwiatek między kartkami książki. To oczywiste i może nawet banalne.
Chodzi tylko o to, żeby umieć je odróżnić i wykorzystać zgodnie z tym, do czego są.

