To poważna rzecz napisać rzecz zabawną

Regularnie rozglądam się za serialami, przy których mogę się pośmiać. Potrzebuję odpocząć od bycia tą poważną, odpowiedzialną, dorosłą osobą, chcę oderwać się od codziennych spraw, potrzebuję śmiechu, dezynwoltury, zabawy. Oglądam jeden odcinek albo dwa w miłym towarzystwie najbliższych osób, obok psa, który śpi rozciągnięty na całą swą długość. Do tego herbata, łagodne światło lampy, kocyk, druty, jabłko lub pomarańcza podzielone na cząstki.

To mój codzienny comfort time

Nie lubię wieczorem oglądać thillerów, horrorów, filmów gangsterskich. Nie interesuje mnie kolejny kryminał z wyjątkowo brutalną zbrodnią, przekleństwami i brudami, cynizmem i ciężarem życia, który przygniata do ziemi. Czasem robię wyjątek i zwykle mam szybko dosyć: mordobicia, knajackich przepychanek, świata pełnego mizogini i seksizmu.

Przed snem nie oglądam też dokumentów, szczególnie tych o niewolniczej pracy dzieci, zatruciu i eksploracji środowiska naturalnego, beznadziei w ośrodkach dla uchodźców, makabrycznych zbrodniach czy korupcji i handlu żywym towarem. Doceniam pracę, talent, zaangażowanie osób i wagę tematu, ale po tego typu treściach potrzebuję czasu by dojść do siebie.

To nie eskapizm, to higiena. 

Wybierając serial komediowy mam konkretne oczekiwania. Musi być zachowana spójna konwencja. Chcę patrzeć na oryginalne i wiarygodne postaci (nawet jeśli są przerysowane do granic możliwości). Do tego komedia musi być zabawna, ale nie w trywialny czy naiwny sposób. Muszą być dobrze napisane dialogi. Fajnie jak jest wybitna scenografia i zdjęcia, ale nie jest to warunek konieczny.

Przez ostatnich kilkanaście lat odpoczywałam śmiejąc się z dziwactw i natręctw oryginałów („Monk”, „Teoria podrywu”), ambicji, rywalizacji i rozgrywek interpersonalnych  („Ted Lasso”, „Etoile”, „Kulawe konie”), plot twistów i nieporozumień w wystylizowanych krainach („Dlaczego kobiety zabijają”, „Zbrodnie po sąsiedzku”, „Gotowe na wszystko”), wybitnie śmiesznych dialogów i monologów satyryków („Wspaniała Mrs Maisel”, „Kroniki Seinfelda”), wreszcie absurdów życia mniej lub bardziej codziennego („Co ludzie powiedzą”, „Love Sick”, „Lepsze życie”).

Zmień podkład muzyczny.

Kiedyś usłyszałam, że komedię od horroru odróżnia tylko ścieżka dźwiękowa i coś w tym jest. Świat się wali, napięcie rośnie, wtopa za wtopą, a jednak wisząc nad przepaścią bohaterka dalej dyskutuje ze swoją matką, a bohater, który ma ruszyć na pomoc umierającemu koledze upiera się, że najpierw trzeba umyć ręce. Horror kończy się podobnie jak komedia, już, już wydaje się, że wszystko dobrze się rozwiąże, a tu jednak różowe majtki wypadają spod kołdry, wszyscy giną, a nasza bohaterka poprawia fryzurę i rusza przed siebie jak gdyby nigdy nic, za przymkniętymi drzwiami czeka kolejny trup.

Wcale nie jest łatwo napisać dobrą scenę komediową, a co dopiero cały serial.

Uważam, że trudniej jest porządnie rozśmieszyć widza niż go zszokować czy wzruszyć. W grozie wystarczy użyć narzędzi przemocy, aby poleciały łzy uderzamy w dzwon emocji związanych z przynależnością, heroizmem, bezinteresownością, wytrwałością. Upraszczam, ale nie tylko ja podzielam ten pogląd. Wielu aktorów mówi to samo: warsztatowo środki dramatyczne są łatwiejsze do wykonania niż te komiczne. Ale z nieznanego mi powodu komedie nie są tak doceniane jak dramaty.

Jeśli masz talent komediowy, korzystaj z niego!

Kiedy pracuję z osobami piszącymi, zwykle nie doceniają one swojego talentu komediowego. Chcą pisać wielkie historie, eposy i powieści, opowiadania o wielkich miłościach, o żądzy władzy, o ważnych społecznie trudnych tematach. Ale nawet tam potrzeba komizmu. Powieści potrzebują postaci wnoszących ekscentryzm, lżejszych scen o  nieporozumieniach, kłamstewek, przebieranek i udawania kogoś innego, szermierki słownej i zaskakujących puent. To wszystko materia komedii. Doceń ją, a ona się odwdzięczy.

Pisząc satyry i komedie pewnie nie dostaniesz za swoją twórczość liczącej się nagrody literackiej. Ale za to odwdzięczą się czytelnicy, będą czytać i polecać sobie nawzajem, kupować w prezencie i trzymać na półce blisko stolika nocnego. Bo to te książki ratują nas w trudnych chwilach, pomagają nabrać dystansu, pokazują, że da się pokonać największy życiowy horror i do tego bez wielkich szkód. Potrzebujemy mieć dostęp do krotochwili, zawadiackości, bezczelności, charyzmy postaci niebanalnych, radzących sobie z rzeczywistością po swojemu. Potrzebujemy literatury, która – tylko i aż – bawi!

Wspaniale odkrycie swojego talentu komediowego – wbrew ambicjom i planom pisania powieści na miarę Hemingwaya – opisał Saunders w swojej książce „Kąpiel w stawie podczas deszczu”. Bardzo Ci ją polecam!

 

 

 

 

 

Polecane posty:

Motywy, tropy, inspiracje

Co czytać w wakacje

Otwieram najnowszy Magazyn Książki i oczywiście pojawiają rekomendacje letnich lektur. To czas, kiedy wreszcie swojego miejsca w magazynie może doczekać się literatura gatunkowa –  w

Szczegóły »
Motywy, tropy, inspiracje

Manifest w obronie literatury dla dzieci

1. Zaufajmy wyobraźni dziecka. Dzieci nie potrzebują uproszczeń, lecz przestrzeni. Potrafią myśleć metaforycznie, przyjmować niejednoznaczność i przeżywać rzeczy, których nie potrafią jeszcze nazwać. Nie ograniczajmy

Szczegóły »
Motywy, tropy, inspiracje

Mecz o wszystko

Oglądasz? Nie oglądasz? Nie ma znaczenia. Raz na jakiś czas jest taki mecz, o którym wszyscy mówią, i wystarczy wsłuchać się w te opowieści, by

Szczegóły »