Oglądasz? Nie oglądasz? Nie ma znaczenia. Raz na jakiś czas jest taki mecz, o którym wszyscy mówią, i wystarczy wsłuchać się w te opowieści, by mieć przepis na powieść pełną napięcia.
Weź dwie drużyny, które zakwalifikowały się na mistrzostwa świata. Niech jedna będzie Goliatem futbolu, zmanierowanym i skłóconym, a druga – Dawidem, który jest pierwszy raz.
Pokaż wolę walki, pot i łzy po obu stronach. Pokaż faule, ściemy i prowokacje. Dyskusje z sędzią. Kartki.
Pokaż determinację napastników, pokerową twarz trenerów, niewzruszoną pewność bramkarza, która rozpada się w pył. Niech kapitanowi jednej drużyny właśnie rodzi się syn, a kapitanowi drugiej – umiera ojciec.
Dopuść do głosu komentatora, żeby przypominał, że jeszcze wszystko może się zdarzyć. Doliczaj czas. Przypominaj, jak ważnego tytułu broni jedna drużyna, a co może zdobyć po raz pierwszy druga.
Niech jedna drużyna gra w dziesiątkę, a druga strzeli samobója. W czasie przerwy zejdź do szatni i krzycz albo milcz razem z nimi. Niech będzie dogrywka. Niech będą karne. Dwie tury.
Pokazuj trybuny. Śpiewaj z nimi. Pokazuj żony i kochanki, i tego chłopca, który jest na prawdziwym meczu pierwszy raz w życiu.
Pokaż twarz tego, co strzela decydującą bramkę i tego, co nie jest w stanie jej obronić. I nie kończ w tym momencie! Pokaż ich wszystkich jeszcze raz z tym, co zyskali i co stracili.
I zdeptaną murawę następnego dnia, na której ćwiczy młodzik.
Piszesz? Chcesz napisać? Zapraszam!


