Uważam, że rzeczom wartościowym, inspirującym czy wspierającym nas w drodze twórczej należy się szczególna atencja, podium obsypane brokatem, konfetti i sempertynami oraz chór trąbek ta tatatata!
Oto rzeczy, które zachwyciły mnie w odchodzącym 2025:
Śpiew
Od dziecka słyszałam, że nie mam słuchu i że fałszuję. W mojej uzdolnionej muzycznie rodzinie, mnie się nie trafił gen talentu w tym kierunku (co ciekawe, jakoś jednak przedostał się do mojego starszego syna, hm…) No i chociaż lubię muzykę, to gdzieś to dziecinne zawstydzenie pozostało i żyłam sobie bez śpiewania.
Aż dostałam do redakcji rozmowę Mai Hawranek z Anną Jurkiewicz: Wspólny śpiew jako wasz plac zabaw – czyli o mocy, którą daje głos – Fundacja Kosmos Dla Dziewczynek I coś we mnie się poruszyło, trochę tęsknota za takim doświadczeniem, a trochę ochota, żeby jednak spróbować mimo tego przekonania, że nie umiem śpiewać. I kilka miesięcy później, jesienią 2025, moja przyjaciółka powiedziała mi o chórze, w którym nie trzeba umieć śpiewać, w którym nikt nikogo nie zawstydza ani nie koryguje na forum grupy, przeciwnie, ważna jest wspólnota i wzajemne wspieranie się w śpiewie.
To nie jest historia o tym, że nagle odkryłam talent, którego rzekomo nie miałam. To nie jest też historia o tym, że teraz – ciężko i długo pracując – osiągnę nie wiem jakie szczyty w śpiewie. Przeciwnie. To jest o tym, że wspólny śpiew przynosi mi wielką przyjemność i cieszę się nim, nawet jeśli nie jest doskonały albo i ledwie poprawny.
Kiedy śpiewam, znów czuję się jak w przedszkolu, w którym pani była miła, każde osiągnięcie było doceniane i przede wszystkim liczyła się zabawa.
Biebrzański Park Narodowy
W Polsce jest kilkadziesiąt parków narodowych – niektóre są tak popularne, że trudno tam czasem znaleźć moment, żeby pobyć samemu w przyrodzie. Pielgrzymki, które przetaczają się przez Tatry, Bieszczady czy wydmy nad Bałtykiem od dawna mnie zniechęcają do jeżdżenia w ich kierunku.
W 2025 spędziłam sierpień w Budnem, maleńkiej wiosce w obrębie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Sama wieś ma zachowany tradycyjny układ, rozciąga się wzdłuż rozlewisk Biebrzy, ma wiele pięknych starych chałup i rozległe przestrzenie wokół. Zrobiłam kilkanaście wycieczek rowerem po okolicy, w tym po terenie parku narodowego i nie tylko, że nie spotkałam niemal nikogo (!), to też z łatwością docierałam do zachwycających miejsc, pełnych światła, przestrzeni, zieleni i ptaków.
Druk RISO
Jeśli tak jak ja jesteś wielbicielką pięknie wydanych książek, to zrozumiesz. Te książki pachną, wyglądają, zaskakują, a wszystko to bez zatruwania środowiska i marnotrawstwa papieru.
Risografia to technika druku, która łączy zalety sitodruku i cyfry. Używa się do niego ekologicznych tuszy na bazie oleju ryżowego lub sojowego. Daje czyste żywe kolory, ale możliwe jest też eksperymentowanie z kolejnymi warstwami barw, ma charakterystyczną teksturę, dzięki której każdy egzemplarz jest delikatnie inny. I, co nie bez znaczenia, druk ten pozwala na wydanie małego nakładu, dzięki czemu nie ma zbędnych egzemplarzy.
Wydawnictwo Ferment oraz Hokus Pokus wydaje tą techniką swoje książki.
Sześć wazonów Joanny Szpak-Ostachowskiej
Książka fotograficzna o żałobie, jej odsłonach w postaci żalu, bólu, złości, przytłoczenia, tęsknoty i pogodzeniu się. To tytułowe sześć wazonów, które przybierają fizyczną postać pamiątek po mamie artystki. Książka ułożona z namysłem, zaskakująca, piękna, poruszająca.
Im jestem starsza, tym bardziej lubię patrzeć na bukiety dojrzałe, przekwitające, rozpadające się a jednocześnie niemalże szalone w urodzie późnego stadium. I to w tym albumie moje ulubione miejsca.
Kwiaty, które pozowały do zdjęć to: tulipany, irysy, lilaki, piwonie, róże, georginie, lilie, anturia, gerbery, astry, gladiole, hortensje i gipsówki.
Podcasty o dzikości, kobiecości i literaturze
Słuchowisko z dzikości | Podcast on Spotify
Grzeczna to już byłam | Podcast on Spotify
Ryms o gzyms | Podcast on Spotify
Seriale o kobietach
Fleabag – prowokująca, boleśnie szczera i bezczelnie zabawna, opowieść o żałobie, poczuciu winy, samotności i wytrwałości w byciu sobą
The Marvelous Mrs. Maisel – epicka opowieść o drodze, jaką trzeba odbyć, żeby przedrzeć się przez męski świat i stanąć w swoim przeznaczeniu, świetnie napisane, fantastycznie zagrane, scenografia, kostiumy perfekcyjne, no i ta rodzina!
Why Women Kill – dwa sezony skonstruowane z mistrzowską precyzją, zabawne, ironiczne, przewrotne historie kobiet, które sięgają po narzędzie zbrodni, dobra zabawa, świetne dialogi, no i to uczucie, kiedy jest jasne, że my też – całkiem możliwe – że też byśmy zabiły…
Rooibos
Może drobiazg, ale zdecydowanie zmieniający jakość wieczorów.
Rooibos nie zawiera kofeiny, więc nie zaburza cyklu dziennego, można go pić przy podwyższonym ciśnieniu i do tego bez ograniczeń (a ja lubię duże dzbanki herbaty!). Można go pić nawet przed snem, zwłaszcza że działa rozluźniająco i odprężająco. Wspomaga trawienie i naturalną odporność organizmu, dzięki sporej ilości antyoksydantów. Jest wskazany dla alergików. Jest też źródłem minerałów takich jak żelazo, potas, miedź, wapno, mangan, fluor, cynk, magnez.
No i do tego jest pyszny! Najbardziej lubię rooibos z czerwonym pieprzem (rozgrzewający, pikantny, aromatyczny) i z pomarańczą (słodkawy, miodowy).
Motanki
Zajęcie, którego dotąd nie znałam. Moja lalka motanka powstała na festynie artystycznym „Hola, Hola, literatura” w ramach wspaniałych warsztatów z Justyną Ołtarzewską, projektantką mody.
Ze skrawków tkanin i nici, im bardziej kolorowych i z różnych tkanin, faktur i wzorów, tym lepiej, tworzysz lalkę w intencji tego, co jest dla ciebie ważne. Motasz tkaniny i myśli, by twoi bliscy byli bezpieczni, zdrowi, szczęśliwi. Lalka motanka zgodnie z słowiańską tradycją powinna być robiona bez użycia igieł. Nie ma też twarzy, by nie zajmować się swoimi sprawami, a wspierać naszą intencję.
Siedzisz z innymi przy wielkim stole, przebierasz i wybierasz w tkaninach, dobierasz je tak jak i myśli, które chcesz przytrzymać, po czym twoja motanka trzyma je wszystkie razem. Wspaniały moment.
Czas tylko dla siebie
W ramach wyjazdu służbowego postanowiłam podarować sobie komfortowy nocleg. Zamiast rezerwować jak zwykle pokój w hotelu, wybrałam skromne studio w cichej części miasta. Miało wysoki sufit i dwoma wielkie okna. Ciche, czyste, bez zbędnych rzeczy, za to z dużym wygodnym łóżkiem i aneksem kuchennym. Aksamitne zasłony w złotym kolorze, które rozsuwałam rano, kółka od karnisza stukały jedno o drugie. W jasnej pościeli otulona szalem od przyjaciółki piłam kawę i gapiłam się w okno. Korony kasztanowców szarpał wiatr i deszcz, a ja nie musiałam się nigdzie spieszyć.
Odpoczęłam tam, przemyślałam sobie to i owo, pobyłam sama ze sobą, zapisałam kilka pomysłów, podjęłam decyzję, którą odkładałam. Dwie noce, a tyle dobrego.
Na koniec książka, która ma w sobie to coś, co lubię szczególnie w pisaniu kobiet – połączenie wątków osobistych i przyrodniczych, historii i doświadczenia. Jest to opowieść opowiadająca o wędrówce po rodzinnych stronach, kameralna, osobista i o tym, co jest naprawdę ważne.
Dorthe Nors „Słone łąki. Wybrzeże Morza Północnego”, przekład Elżbiety Frątczek-Nowotny, Czarne 2024.


