Słowa innych autorów i autorek uwodzą, inspirują, zatrzymują. Piszący bierze je i wprowadza do swojej książki jako motto, kontekst, puentę myśli, argument, przy czym dość pobieżnie traktuje lub zupełnie pomija notowanie dokładnego adresu swoich inspiracji i źródeł.
Książka trafia do redakcji i zaczyna się piekło poszukiwań.
To było w internecie! A może to był ten artykuł w czasopiśmie? Gdzieś w jednym z pięciu tomów dzieł zebranych! W listach albo we wspomnieniach to było. XY o tym pisał, ale gdzie? To było pod koniec rozdziału, ale którego…
Dopóki trwa etap pisania tekstu, wydaje się, że to sprawa drugorzędna. Na etapie redakcji zamienia się w ropiejący wrzód i zabiera mnóstwo czasu. Czasem pomaga dobra pamięć, czasem historia wyszukiwań, innym razem Google, ebook albo biegły w takich śledztwach redaktor.
W najgorszym razie: trzeba z cytatu zrezygnować. A szkoda.
> Cytaty notuj zawsze ze źródłem, z którego pochodzą. Pełny adres zawiera autora, tłumacza, tytuł, podtytuł dzieła, miejsce i datę wydania oraz wydawnictwo.
> Zapisuj linki do stron, z których korzystasz w trakcie pisania. Załóż sobie do tego osobny dokument i archiwizuj z datą dostępu.
> Rób zdjęcia stronom, z których cytujesz. Czasem to najprostszy sposób, żeby rozszerzyć cytat albo sprawdzić kontekst, w jakim został użyty.
> Zawsze oznaczaj cytowanie, nawet w roboczych notatkach. Plagiat jest nadużyciem w świetle prawa autorskiego. Nikomu i niczemu nie służy używanie cudzych treści jako swoich.


