W czasach, kiedy zecerzy składali tekst czcionka po czcionce, dla najczęściej używanych słów mieli przygotowane tzw. klisze, żeby nie składać ich kilkadziesiąt lub kilkaset razy. Termin ten rozszerzył swoje znaczenie na zwroty, wyrażenia i środki stylistyczne, które są zużyte, przewidywalne i wyprane w związku z tym ze znaczenia/wrażenia, jakie miałyby nieść. To mogą być gładkie truizmy, powszechnie podzielane stereotypy, konkluzje banalne i nudne, ale też zgrane motywy i papierowe postaci, którym nie dano szansy wielowymiarowości. Jako redaktorka jestem na nie szczególnie uważna, bo to martwe tkanki języka i niezwykle nudne postaci.
Po pierwsze, nie używaj bezrefleksyjnie słów, wyrażeń i motywów.
W czasie pisania niektóre słowa, sformułowania przychodzą same. Trudno jednocześnie zwracać na wszystko uwagę, trzeba iść za głównym tematem, wątkiem, emocją. I na etapie pierwszej wersji to jest w porządku.
Ale już przy redakcji własnego tekstu czytaj krytycznie to, co piszesz. Zadawaj sobie pytania: czy na pewno tak ma być? po co to jest? dlaczego tak jest? a może jest odwrotnie? a może to jest zbędne?
Po drugie, rozmontowuj utarte wyrażenia.
Nie jest to łatwe, redaktorx zwykle poprawiają frazeologizmy, jeśli tylko nie mają wersji słownikowej (*trudny orzech do zgryzienia >>> twardy orzech do zgryzienia; *miód na moje uszy >>> miód na moje serce). Ale też potrafią docenić, kiedy widać, że zmiana w wyrażeniu nastąpiła w przemyślany, twórczy sposób. Sączył słowa do mojego ucha, a one oblepiały mnie niczym miód, gęsty, ciemny, drażniący.
Można też próbować łączyć utarte powiedzenia, szczególnie w satyrze czy komedii. I znów, kiedy to jest *w każdym bądź razie, czyli błędne złożenie zwrotów w każdym razie oraz bądź co bądź, redaktorx na pewno będzie interweniował. Ale jeśli będzie złożone tak po raz pierwszy i będzie miało ciekawy/zabawny wydźwięk to zostanie przyjęte. „To by było na tyle”, powiedzonko Jana Tadeusza Stanisławskiego, którym kończył swoje audycje, jest złożeniem zwrotów: to byłoby wszystko oraz to tyle na dziś i użyte po raz pierwsze budziło śmiech. Pamiętasz postać Violetty z serialu „BrzydUla”? No właśnie.
Po trzecie, szukaj nowych porównań.
Kiedy chcesz napisać, że włosy bohaterki wyglądały jak skrzydło kruka, zastanów się do czego innego możesz porównać ten kolor, tą fakturę, ten szlachetny połysk. Kiedy chcesz napisać, że jej oczy świeciły jak gwiazdy, jak brylanty, że można było w nich zatonąć, poszukaj innych określeń – śnieg? lód? tafla morza? inne szlachetne materie?
Po czwarte, szukaj rewersu.
Weźmy zgrany motyw (złej) macochy. A gdyby była równie dobrą opiekunką jak rodzona matka? (uroczy film z Julią Roberts i Susan Sarandon „Mamuśka”, 1998 ). A gdyby to pasierb był tym trudnym i wykańczającym związek? (fenomenalnie rozegrana powieść „Pochwała macochy” Llosy). A gdyby to macochę wygnano z domu (jak Jagnę, macochę Antka Boryny w „Chłopach”)?
Po piąte, unikaj ogólników.
Ogólniki są niezwykle ekonomiczne w pisaniu. Jakże szybko to idzie: fajna rodzina, ciekawy zawód, wielka miłość, zgodne małżeństwo, przyjaźń na całe życie. Jako czytelniczka ziewam z nudów przy takich określeniach, bo dobrze wiem, że opisują zjawiska zbyt złożone, żeby można było je określić jednym przymiotnikiem, a do tego odsyłają do stereotypowych wyobrażeń. Nie rób tak. Jeden dialog potrafi pokazać dynamikę małżeństwa lepiej niż przymiotnik. Jedna retrospekcja uświadamia czytającym, jaka mocna więź łączy przyjaciół.
A najlepiej, daj mi do przeczytania powieść, która rozbija je w pył!
Słynne lapsusy z „BrzydUli” >>>> Violetta Kubasińska – Wikicytaty


