Ciekawa jestem, czego się spodziewasz, jaki kłopot przy pierwszej książce miałby być tym wyjątkowym z palmą pierwszeństwa. Znalezienie wydawcy, skończenie tekstu a może wybór tytułu? To konkretne trudności, o których mówią piszący i na które można znaleźć wiele rozwiązań. Z moich obserwacji i rozmów z debiutant(k)ami wynika, że co inne jest najtrudniejsze: zapanowanie nad przemożną chęcią opublikowania tego, co już jest napisane.
I naprawdę to rozumiem: tygodnie, miesiące, kwartały a nawet lata dłubania w tekście odkładają się ciężarem i poczuciem zagubienia, frustracji, ale też ekscytacji i fascynacji tym, co się stworzyło, do tego dochodzą życzliwe pytania znajomych, krewnych i przyjaciół, i ten syreni śpiew rynku wydawniczego, który regularnie informuje o sukcesach finansowych autorów, wspaniałych debiutach, wielkich premierach (przemilczając, czy też raczej należałoby powiedzieć, spychając na bok prawdę o trudnych realiach).
Niektórzy piszący biorą sprawy w swoje ręce i w mniej lub bardziej niezależnym trybie publikują to, co mają samodzielnie. Rzadkością jest sytuacja, kiedy biorą przy tym poprawkę na to, że książka wymaga pełnego procesu wydawniczego, a więc wielu miesięcy pracy. Tymczasem większość, jeśli nie wszystkie, debiutanckie teksty na etapie pierwszej wersji wymagają jeszcze wielkiego wysiłku: pracy autorskiej, redakcyjnej na poziomie struktury czy też fabuły, przemyślenia postaci czy użytych argumentów, doboru źródeł czy zasad przedstawionego świata, przyjrzenia się krytycznym punktom: otwarciu, kulminacjom, zamknięciu, porządkom w akapitach i dialogach, odpowiedzi na fundamentalne pytania, o czym tak naprawdę ma być ta książka i gdzie należy to podkręcić albo przeciwnie ściszyć w tekście.
Bez tej pracy – osoby piszącej, recenzentów i redaktorów (literackiego, merytorycznego, językowego) – tekst pozostanie ciekawym pomysłem, który ukrywa się w wielosłowiu, poplątanej narracji, cierpi od dosłowności lub braku logiki zdarzeń, plącze się w meandrach zdarzeń i myśli, i ostatecznie – tonie – w morzu innych niedopracowanych tytułów.
Rozczarowanie przychodzi szybko. Często jeszcze przed premierą lub tuż po. Nakład zalega w magazynie lub pod stołem, zainteresowanie znajomych nie przekłada się na sprzedaż, nagle widać w całej okazałości jak trudno – bez odpowiednich zasobów w postaci sieci kontaktów branżowych – przebić się z czymś, co zawodowcy rozpoznają od razu jako wydanie amatorskie.
A co gorsza, zgodnie z zasadą, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, słaby debiut mocno przegradza drogę do następnych książek.
Dlatego nie spiesz się przy debiucie, nie wariuj, pozwól sobie i książce porządnie dojrzeć do premiery. Nie idź na skróty, nie warto.


Ten post ma jeden komentarz
Pingback: Na czym tak naprawdę ci zależy – Pierwsze wydanie