Nie rób tego z GenAI, kochana!

Na marginesie dyskusji wywołanej wywiadem udzielonym przez Olgę Tokarczuk podczas kongresu Impact 2026 odnoszę się do najczęściej używanych argumentów. Korzystanie z GenAI w czasie pracy twórczej nie jest oczywiste, neutralne ani pożyteczne, co więcej zatruwa naszą twórczość w sposób, którego skutków nie do końca możemy przewidzieć.

„Narzędzie jak każde inne”

Nie, GenAI nie jest takim samym narzędziem pisarskim jak na przykład kalkulator czy maszyna do pisania. Nie jest również takim narzędziem jak te zaszyte w programach do edycji zdjęć czy muzyki. Wrzucanie wszystkich rodzajów AI do jednego worka jest manipulacją, pozwalającą na używanie tego argumentu. Czym innym jest AI, kiedy jest wykorzystywana jako wyjątkowo sprawny segregator danych czy kalkulator zaawansowanych obliczeń  i pozwala dokonywać przełomowych odkryć w medycynie czy technologiach, a czym innym są modele generatywne, które używają języka i wytwarzają tzw. slop, czyli miałką treść, której czytanie – dosłownie – niszczy nasze kompetencje kognitywne.

Do rozwinięcia GenAI zostały użyte tak duże zasoby ludzkiej twórczości, że nie zawsze od razu można rozpoznać to, że wygenerowany tekst nie jest podróbką ludzkiej aktywności. I kiedy czyta się je pierwszy raz oraz nie jest się specjalistą w temacie lub osobą zawodowo zajmującą się pracą z językiem, wszystko wydaje się OK. Przeciwko używaniu Gen AI protestują najmocniej tłumacze i redaktorzy. Właśnie dlatego, że to na ich biurkach przebiega front pomiędzy tekstem a slopem. O redagowaniu slopu napisałam felieton do kwartalnika „Ryms”, tu fragment:

Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało. (…) A jednak miałam nieodparte wrażenie, że czytanie tego tekstu przypomina przeżuwanie styropianu: jałowa czynność i tekstura pozbawiana smaku. Co jest nie tak, zastanawiałam się wpatrując w wygenerowane akapity? Tekst był gładki, żeby nie powiedzieć obły, tak że nie było na czym zaczepić oka. Niczym mnie nie zatrzymywał, w żaden sposób nie wymagał ode mnie namysłu. Z trudem mogłam na nim skupić uwagę. Zaczęłam usuwać powtórzenia, całe frazy, które nie wnosiły nic nowego. (…) Przez kilkanaście stron nie było ani jednego zwrotu do czytelnika. Nie było żadnego akcentu na to, co szczególnie ważne. Nie było gradacji na to co proste i na to, co skomplikowane. Żadnego wglądu w proces wynikającego z codziennej praktyki. Żadnych rekomendacji przy opisie rozwiązań i technologii. Nie było dialogu z tym, co przestarzałe ani otwarcia na to, co nadchodzi. Żadnego kontekstu spoza ściśle zakrojonego tematu. Nic nie zaskakiwało, nic nie budowało napięcia ani nie zdradzało zaangażowania. Nie użyto żadnego słowa spoza rejestru powszechnie używanych słów: żadnego żargonu typowego dla tematyki, regionalizmu czy terminu obcojęzycznego (innego niż angielski). Jedynie styropian nadmuchany z przemielonej wiedzy na ten temat.

Redagując, czułam się jak wtedy, kiedy ktoś udaje, że coś wie, że na czymś się zna, a my mamy przyjąć to za dobrą monetę. Widzimy jak odgrywa swą pozorowaną mądrość, sypie jak z rękawa banałami z pewną miną. Mamy ochotę jedynie odwrócić wzrok i roześmiać się.

(Styropian, Ryms nr 39)

„Trzeba iść z duchem czasu”

Tak wygląda postęp, nic się nie da z tym zrobić, jeśli nie będziesz używać, zostaniesz na końcu. Kolejny argument, w którym ukryta jest manipulacja. I to na kilku poziomach. Po pierwsze, nie wszystkie wynalazki określane jako rewolucyjny postęp przyniosły faktycznie same korzyści – pestycydy? freony? ftalany? Pozornie wszystko było w porządku, łatwiejsza produkcja żywności, kosmetyków, opakowań, ale dodatkowo dostaliśmy dziurę ozonową, wszechobecne zanieczyszczenie mikroplastikiem, nawet w narządach płodów, choroby cywilizacyjne na czele z onkologicznymi.

Równie krytycznie należy ocenić postęp, który dokonał się na krzywdzie, wyzysku i naruszeniu podstawowych praw obywatelskich (niewolnictwo, kolonializm, eugenika). A tutaj tak właśnie się dzieje! Obojętnie jak mocno bigtechy próbują przekonać, że kieruje nimi wyższa racja lub uprawiają racjonalizacje typu, „wszyscy kradną w internecie”, bezprawne wykorzystanie milionów tytułów jest po prostu kradzieżą na niespotykaną do tej pory skalę. To, że gdzieś ktoś piratuje treści lub kupuje podróbki, co jest naganne i powinno być skutecznie ścigane, nie może być argumentem za tym, żeby robiły to instytucje, firmy czy administracje.

Do tego bigtech poprzez lobbing wymusiły przewrót w podstawowym zakresie prawa autorskiego. Do tej pory było tak, że jeśli chcesz użyć czyjś utwór, musisz zapytać twórcę (zrozumiałe, prawda?) – teraz jest tak, że jeśli twórca nie chce, żeby jego utwór nie był używany, musi to sam odpowiednio zastrzec i do tego nie ma żadnych gwarancji, że tak się nie stanie (jako że sczytywanie plików odbywa się przez boty w internecie). Zgodnie z toczącymi się postępowaniami w sądach, okradziono tysiące autorów. To nie jest postęp, to jest złodziejstwo i kręcenie biznesu na nietycznych podstawach na skalę światową.

„AI przyspiesza pracę”

Ten argument wywodzi się prosto ze źródła tych samych problemów co powszechny zapie*dol, wypalenie zawodowe (wynalazek naszych czasów), przewaga ilości do jakości, nadprodukcja szajsu. I teraz, naprawdę tak trudno przewidzieć, co się stanie, kiedy ulegniemy pośpiechowi i poddamy maszynowej przeróbce treści w pracy twórczej? Mówi się, że już ponad 30% propozycji wydawniczych jest zupełnie bezwartościowa z tego prostego powodu, autorzy  inspirowali się, robili research, odbijali myśli, sprawdzali tekst itd w narzędziu AI i szli za tym, co wygenerowali.

Napisałam 'pozornie’ przyspieszające, bo nie należy ufać narzędziu operującemu na zasadach modelu statystycznego. GenAi ma problem z:

  • faktami – i tak trzeba je zweryfikować, bo narzędzia te fantazjują, halucynują i potwierdzają (!) fikcyjne zdarzenia;
  • wybitnie ładnymi sformułowaniami – może się okazać, że dostaliśmy dosłowny, rozpoznawalny i nieoznaczony cytat z publikacji, którą w sposób nieuprawniony użyto do zasilenia algorytmów;
  • wyboru synonimów – co widać szczególnie, kiedy używamy automatycznego tłumaczenia na język który znamy!
  • streszczeń – jeśli uważasz inaczej, streść poprzez narzędzie AI utwór, który sam napisałaś lub ulubiony utwór, który naprawdę dobrze znasz; zobaczysz, że branie za dobrą monetę maszynowego streszczenia tekstów, gdzie to kontekst/tło, kontynuacja lub kontestowanie myśli poprzedników, słownictwo i środki stylistyczne, ale też aluzje, dygresje, ironia, są istotną częścią całości i mocno wpływają na zrozumienie i sens, to wylewanie się dziecka z kąpielą;
  • reaserchem – z wyżej wymienionych powodów oraz dlatego, że podpowiada rzeczy banalne, oklepane, zużyte albo niesprawdzone, zainfekowane, zmanipulowane.

„To tylko narzędzie”.

Nie. To nie jest tylko narzędzie, to mechanizm stworzony do manipulowania i społecznej inżynierii. Zawiera w sobie – wypracowane wcześniej przy okazji tworzenia social mediów – mechanizmy uzależniające, nigdy nie 'przyzna się’, że czegoś nie wie albo że powinno się jego slop zweryfikować, a do tego ma wbudowaną postawę potwierdzającą i afirmującą wobec osoby wprowadzając prompt. Doprawdy, jeśli potrzebujesz, żeby codziennie rano ktoś okazywał na twój widok radość, przywiązanie i zaufanie, adoptuj psa!

Długotrwałe korzystanie z GenAI nie podniesie też twoich kompetencji pisarskich, nie rozszerzy wyobraźni, nie uwrażliwi cię na sensy – nie ma takiej możliwości z prostego powodu, jest to model statystyczny, który dobiera słowa wg wzorów, a nie ze względu na ich sens. Nie jest w stanie powiedzieć nic ciekawszego niż ty sama. Nawet jeśli od czasu do czasu trafi mu się jak ślepej kurze ziarno dobre zdanie, należy mieć obawy, że po prostu wykorzystał cudzą twórczość (jako że zostało potwierdzone, że są prowadzone działania by jednak tak zupełnie statystycznie nie działał).

#AIfree

Moim zdaniem jest kwestią czasu, kiedy zaczniemy doceniać rzeczy napisane bez użycia GenAI, co więcej zacznie to być wymagane przez (poważnych) wydawców. Już pojawiają się takie zapisy w przypadku tłumaczeń przy udzielaniu licencji, dotyczy to również coraz częściej redakcji językowej i korekty.

Jeśli myślisz o napisaniu czegokolwiek, namawiam cię ze wszystkich sił, nie korzystaj z GenAI. Idź do biblioteki, idź do archiwum, poczytaj gazety z tamtych lat, pogadaj z ludźmi, którzy zajmują się tym, o czym chcesz pisać, posłuchaj piosenek z epoki, poczytaj wspomnienia i pamiętniki, dokop się do osobistych relacji i świadectw, sprawdź protokoły i sprawozdania. Skorzystasz na tym po wielokroć więcej niż gdybyś zapytała o to genAI. Gwarantuję.

 

Jeśli chcesz poczytać więcej na ten temat, polecam Ci:

numer tematyczny kwartalnika Ryms >>>> Ryms nr 39 – Wydawnictwo Hokus-Pokus

artykuł w magazynie „Pismo” >>>> Co nam zabiera sztuczna inteligencja? | Pismo. Magazyn Opinii

 

Dodaj komentarz

Polecane posty:

Co pomaga w pisaniu

Nie rób tego z GenAI, kochana!

Na marginesie dyskusji wywołanej wywiadem udzielonym przez Olgę Tokarczuk podczas kongresu Impact 2026 odnoszę się do najczęściej używanych argumentów. Korzystanie z GenAI w czasie pracy

Szczegóły »
Co pomaga w pisaniu

Wsiądź do pociągu

Peter Shankman, przedsiębiorca i prelegent na konferencjach biznesowych miał oddać swój tekst wydawcy w ciągu dwóch tygodni – wiedział, co chce napisać, ale nie miał

Szczegóły »