Publikowanie pod innym nazwiskiem ma długą tradycję. Pomagało ukryć się przed cenzurą, czy to przy głoszeniu wywrotowych, czy nieobyczajnych treści, pozwalało oddzielić twórczość poważaną od rozrywkowej, wreszcie umożliwiało grę z czytelnikiem, który w założeniu chciał, ale nie mógł się dowiedzieć, kto tak naprawdę pisze te zabawne lub bulwersujące książki.
Dzisiejsze realia rynku są już inne niż w PRL. Żyjemy w czasach, kiedy odbiorcom naszych książek trzeba drogę do nich ułatwiać, a nie utrudniać. Wokół jest nadmiar książek, dlatego trzeba się wyróżniać zamiast ukrywać. Strategia zagadki już nie działa! Przy premierze pierwszego tomu cyklu kryminalnego o profesorowej Szczupaczyńskiej dość szybko odkryto karty, że Maryla Szymiczkowa to tak naprawdę literacki tandem: Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński. I dopiero wtedy seria zaczęła cieszyć się popularnością.
Trudno jest wypromować nowe nazwisko, a pseudonim tylko tę trudność pogłębia.
Jednocześnie użycie pseudonimu nie pełni już funkcji ochronnej, nie ma anonimowości w sieci, trudno całkowicie schować się za przybranym nazwiskiem. Trudno prowadzić social media i nie pokazać siebie samej. Na pytania od publiczności o źródła inspiracji czy rutyny pisarskie, trudno odpowiedzieć nic nie zdradzając.
Zawsze jest ślad, który do nas prowadzi.
Do promocji książki potrzebna jest obecność autorki! Spotkania autorskie, podpisywanie egzemplarzy na stoisku targowym, zaproszenia do bibliotek i na festiwale, rozmowy z dziennikarzami, udział w podcastach i audycjach, odbieranie nagród i nominacji… wszędzie tam będą pytać, kim jest autorka.
Kto wyjdzie zamiast ciebie?
Oddzielanie twórczości czy aktywności zawodowej tej poważnej od tej rozrywkowej też już straciło rację bytu. Te pojęcia się zatarły, również w wyborach czytelniczych, na półkach w księgarniach, w gatunkach literackich, w tym jak literatura wysoka czerpie od pop kultury, a ta zasila się przerabiając klasyczne motywy.
I najważniejsze. Publikujemy, żeby być czytane, a to jest możliwe, jeśli czytelniczki się o książce dowiedzą. Nasze kontakty, nasza sieć w momencie premiery będzie bardzo istotna. Jak ich poprosić o wsparcie, ukrywając się za pseudonimem?
Chcesz stanąć obok swojej książki i powiedzieć, to jest moje dzieło!
I tak, piszę też z własnego doświadczenia. Debiut to ogrom pracy, złożonych, czasem sprzecznych emocji i wielu trudów związanych z nową rolą. Nie warto wikłać tego, co i tak będzie wyzwaniem.
A tu ciekawy artykuł o pseudonimach używanych w Tygodniku Powszechnym:
Cenzura, bezpieka i pseudonimy. Niezależnie dziennikarstwo w PRL-u | CiekawostkiHistoryczne.pl

