Wielu nauczycieli będzie cię namawiać na skupieniu się na jednym wielkim i ważnym celu – dla osób piszących to zwykle publikacja powieści, debiutu w uznanym wydawnictwie, czasem też ważna nagroda literacka albo wydanie hitu sprzedażowego. Kłopot z tym jest taki, że takie podejście niekoniecznie dobrze się sprawdza na rynku wydawniczym.
Dużo lepiej działa strategia oparta na dywersyfikacji zasobów i celów.
Co to oznacza w praktyce? Piszesz swoją wielką powieść, ale publikujesz też opowiadania. Walczysz o debiut w uznanym wydawnictwie, ale prowadzisz też bloga i budujesz swoją społeczność. Piszesz powieść według prawideł, ale eksperymentujesz też z prozą poetycką i należysz do klubu literackiego. Piszesz wielotomową sagę, która będzie świetną podstawą ekranizacji, ale bierzesz też udział w konkursach literackich i naborach do antologii. Piszesz biografię swojego idola, ale też publikujesz felietony historyczne w lokalnej gazecie.
Innymi słowy, nie wkładasz wszystkich myśli, całego wysiłku twórczego – wszystkiego, co masz – do jednego koszyka. Przeciwnie, szukasz miejsc i sposobów, żeby pracując nad pierwszą i kolejną książką – mieć możliwości publikowania innych rzeczy w prasie, w internecie, w wydaniach zbiorowych.
Już słyszę, jak niektórzy wołają, że to za dużo, że już realizacja tego głównego, najważniejszego celu pochłania ich wszystkie zasoby i zżera całą motywację. No tak, jeden cel ma to do siebie, że jeśli mu pozwolić, zeżre wszystko i będzie chciał jeszcze więcej, a nas będzie obciążał zainwestowanym czasem, energią i pracą. Trudno się oderwać, ale też trudno nie ugrząźć na dobre, trudno wytrwać i trudno porzucić.
Dlatego namawiam cię do pisania również innych form i szukania dla nich miejsca na biurku. Nie wszystko musi trafić do powieści, nie wszystko tam pasuje, wiele myśli i pomysłów można wykorzystać i rozpisać w opowiadaniach, felietonach, esejach, recenzjach czy wpisach na blogu. Możesz nawiązać współpracę z lokalnymi mediami, możesz zgłaszać się do czasopism internetowych, startować w konkursach i naborach.
Nigdy nie wiesz, gdzie cię ta „poboczna” twórczość zaprowadzi.
Dywersyfikacja, czyli zajmowanie się kilkoma projektami literackimi, angażowanie się w pisanie różnych form, to wspaniały trening warsztatu, szansa na drobne sukcesy i satysfakcję z pisania. To wspomniane budowanie społeczności, zdobywanie zaufania czytelników i wydawców do naszego pióra i wiedzy. To wreszcie kontakt z innymi piszącymi, z redakcjami, ze środowiskiem, które później nas wesprze przy okazji premiery książek.
I być może najważniejsze: oswajanie się z sytuacją premiery, krytyką i recenzjami w mniejszej skali. A to bywa naprawdę przydatne.

