…pierwszą wersję tekstu. Serio. To najlepsze, co możesz zrobić, jeśli poważnie myślisz o pisaniu literatury. Jeśli nie chcesz niszczyć pierwszej wersji, schowaj ją głęboko. To są śpioszki, w których uczyłaś się chodzić, kijek przypięty do siodełka w rowerze, klocki do nauki czytania. Kiedy zaczniesz pisać drugą wersję, szybko się przekonasz, że już ich nie potrzebujesz.
Pierwsza wersja to tekst, w którym opowiadasz historię samej sobie.
Budujesz świat przedstawiony, jak wygląda i z czego się składa, dochodzisz do tego, kim są bohaterowie, co jest motorem ich działania, poznajesz ich upodobania, charakter, to, co ukrywają i do czego nigdy się nie przyznają. Do tego po raz pierwszy układasz sekwencję wydarzeń, czasem na siłę, czasem na oko, dobierasz brakujące elementy jakbyś wyciągała królika z kapelusza, z trudem wchodzisz w komplikacje czy kryzysy, bo nie czujesz się jeszcze pewnie w tym świecie. Ale przede wszystkim rozkładasz wprowadzenie jak obrus pod wielkie przyjęcie
I jest z tym huk roboty.
Więc traktujesz pierwszą wersję jak skarb wysiedziany godzinami. I na pewno nie zrobisz tego, co ci właśnie radzę. Przynajmniej nie od razu. Najpierw będziesz poprawiać ten tekst, skracać i dopisywać, i uparcie bronić przed tym, żeby spoczął na dnie pamięci komputera. Wyślesz go do recenzji, może i do redakcji, a może nawet wydasz własnym nakładem.
Możesz i tak.
Możesz też spróbować odłożyć pierwszą wersję, powiedzmy na chwilę, i spróbować jeszcze raz. Wskoczyć w opowieść, która masz w głowie i opowiedzieć ją komuś bliskiemu, ale tak, żeby go zaciekawić, rozbawić i wzruszyć, no i trzymać w napięciu do końca.
Podstawową zaletą pisania drugiej wersji, jest to, że już znasz świat przedstawionym dużo wiesz o swoich bohaterkach, wiesz też mniej więcej jak będzie przebiegać fabuła i co chcesz powiedzieć w swojej książce. Możesz więc się skupić na tym, jak atrakcyjnie przedstawić to swoim czytelniczkom. Świadomie wybrać najlepszy moment na otwarcie, wrzucić bohaterkę od razu w kłopoty, wybrać ile, chcesz powiedzieć na początku o jej przeszłości i jak jej użyć tego, żeby było to wiarygodne.
Wreszcie piszesz bez morza zbędnych słów.
Kiedy nie jesteś zajęta odpowiadaniem na podstawowe pytania, możesz skupić się na bardziej złożonych kwestiach: suspensie, humorze, liryzmie i tym, co jest tylko jedynie twoje, języku opowieści. Odciążona od przedzierania się przez nieznane tereny, możesz pisać lekko, budować klimat, dać sobie przestrzeń na nowe pomysły, będą o tyle lepsze, że nie obciążone pierwszą, powiedzmy to wprost, szkolną wersją.
Dlaczego poprawianie pierwszej wersji jest trudniejsze niż napisanie nowej drugiej?
Bo żal tego, co już jest i wydaje się, że dobrze brzmi.
Bo trzyma nas licznik słów i znaków.
Bo wydaje nam się, że z tej tkaniny da się uszyć wszystko.
Bo wycofywanie postaci i wątków, których jednak nie chcemy, to jak wydłubywanie starej plomby, zawsze coś pójdzie nie tak.
Koronny argument:
Znasz cykl książek, w którym po pierwszym tomie, całkiem dobrym, następne są fantastyczne? To właśnie ta sytuacja, kiedy autor(ka) po rozpisaniu świata czuje się w nim swobodnie i może sięgać literackich wyżyn.
(Uporczywe pisanie, kiedy już nie ma paliwa, a pozostaje presja wydawcy i czytelników, to zupełnie inna historia).


