Skąd się bierze swój styl

To, jak piszemy z czasem nabiera rozpoznawalnych cech. Może się to objawiać w preferowaniu dłuższych lub krótszych zdań, wybieraniu zdań złożonych podrzędnie lub równorzędnie, w nagromadzeniu wyliczeń, w określonej rytmizacji, mikropuentach, budowaniu dialogów na niedomówieniach albo monologach, dobieraniu słów z wysokiego rejestru lub potocznych.

Ważne, żeby te wybory nie zamieniły się w manierę.

Do szczególnie lubianych manieryzmów należy inwersja, czyli szyk przestawny. Stosowany z umiarem podkreśla intonację, wydobywa sens, ale drażni i irytuje czytających, kiedy jest używany stale. Innym manieryzmem lubianym przez piszących są zdrobnienia (szczególnie w książkach dla dzieci!) i zgrubienia, które pasują do powieści miejskiej, noir, kryminalnej, ale nie w każdym akapicie! Kolejny manieryzm to natarczywe używanie imiesłowów przysłówkowych wbrew zasadom poprawnej polszczyzny, zwykle po to by uzyskać efekt „złożoności”.

Autorefleksja nad stylem powinna towarzyszyć nam przy każdym tekście.

I zaczyna się od prostego pytania: jak ja chcę to napisać? I nie tylko chodzi tu tylko o wybór gatunku literackiego czy nawet przełamywanie go innym, co już wiele podpowiada (komedia kryminalna, romantasy, parodia eposu). Nie chodzi też, choć bywa przydatne, o podglądanie innych piszących, by wyrobić sobie wyobrażenie koło kogo na półce miałaby stać moja książka.

Przede wszystkim chodzi o świadomość, w jakim duchu, w jakim klimacie, z jaką energią chcę to napisać. Czy chcę wysoko trzymać gardę jako narrator? Czy chcę wodzić czytającego za nos? Czy chcę, żeby na koniec siedział uśmiechnięty czy „wbity w fotel”? Czy chcę zaskakiwać go czy raczej kontemplować z nim opowieść? Czy chcę poprowadzić jego uwagę jak po sznurku czy przeciwnie, dać mu możliwość samodzielnych poszukiwań w tekście? Chcę, żeby czuć było przede wszystkim dramatyzm? liryzm? komizm sytuacji?

Można też odpowiedzieć przez negację: nie chcę, żeby… w moim tekście czytelnik się zgubił, …nudził się, …wszystkiego się domyślił, …czytał go w napięciu, …musiał sięgać po słownik wyrazów obcych, …czuł się urażony, że nie doceniam jego inteligencji.

Czasem jest to trudne do określenia precyzyjnie.

Szczególnie jeśli nie posługujemy się na co dzień językiem literaturoznawczym. Chcę podkreślić, że styl nie musi być zdefiniowany fachowo. Ale musi być przez piszącego „czuty” w czasie pisania. Po co? Żeby podejmować świadomie decyzje przy doborze słów, przy budowaniu narracji, przy wyborze środków stylistycznych, przy formułowaniu tytułu i poszukiwaniu ilustracji na okładkę.

Co może pomagać w tymże „czuciu”? Melodie, które oddają klimat tekstu. Notatki z samego początku budowania pomysłu. Nasz wewnętrzny kontener wypełniony czuciem tej a nie innej emocji. Rycina, obraz, zdjęcie. Sposób, w jaki siedzimy przy pisaniu.

Styl wymaga pracy i poszukiwań.

Zgodnie z zasadą, że najpierw jest się rzemieślnikiem, a dopiero potem artystą – najpierw musimy osiągnąć etap, kiedy potrafimy pisać nienagannie, nie mieszając porządków (naukowego, potocznego, literackiego, urzędowego…). Dopiero później na tej bazie można zacząć eksperymenty i poszukiwania: metafor, figur, wpuszczania do tekstu innych rejestrów słów (gwary, slangu, żargonu…), form (donosu, pisma, ekspertyzy…), fraz z obcego języka i cytatów itd.

Tutaj szczególnie warto korzystać ze swoich indywidualnych zasobów. Jeśli dziadkowie mówili gwarą, jeśli znam żargon zawodowy, jeśli jestem osłuchana z brzmieniem tradycyjnych pieśni ludowych, jeśli znam nazwy gatunkowe chrabąszczy, żuków i motyli, jeśli odróżniam szponder od szpadla, jeśli potrafię grać na skrzypcach albo w football, jeśli znam grekę albo japoński, to mogę z tej wiedzy, słów, skojarzeń, obrazów korzystać i z wyczuciem budować swój styl.

Szczególnie trudne dla początkujących osób jest odejście od zużytych, nadużywanych słów w mediach i internecie. Jesteśmy z nimi tak osłuchani, tak opatrzeni, że wydają się neutralne i naturalne, a takie nie są. Proponuję zrobić sobie listę słów „których nie użyję w tym kontekście”. U mnie jest to np. dedykowany (w znaczeniu: przeznaczony), mieć przyjemność (w znaczeniu: cieszyć się), masakra (w znaczeniu: przykrość, porażka, niefart), wszelkiej maści (w innym kontekście niż zwierzęcy, np. o ludziach).

Jedno z ćwiczeń, które proponuję swoim słuchaczom polega na tym, żeby wybrać trzy określenia dla swojego stylu. Wbrew pozorom, wcale nie jest ono łatwe. Nagle okazuje się, że wymaga to ograniczenia się, a  my chcemy w swoich tekstach zawrzeć naprawdę wiele. Tylko że styl, nie tylko w modzie czy architekturze, polega również na tym, że artysta wybiera określone elementy, a z innych rezygnuje. Gdybyś więc miał(a) wybrać trzy dominujące cechy swojego stylu, co by to było?

Mówi się, że w filmie komedię od horroru różni jedynie podkład muzyczny. 

Stylizacja w tekście robi znacznie więcej. Pozwala opowiedzieć tą samą historię w zupełnie nowy sposób, oryginalny, spójny i dający przestrzeń czytającemu na interpretację.

Dodaj komentarz

Polecane posty:

Jak iść własną ścieżką

Debiut nie musi być spektakularny

Pamiętam jak dziś premierę Białych zębów Zadie Smith. Fanfary na cały świat, mnóstwo recenzji, same zachwyty, polskie wydanie przeczytałam na jednym wdechu, żeby tak jak

Szczegóły »
Jak iść własną ścieżką

Trudno wszystkim dogodzić

Na pewno znasz to powiedzenie, o tym, że nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby nas wszyscy lubili. Zgoda na to, że nasze teksty nie będą wszystkim

Szczegóły »