Nie znam lepszej metody na zatrzymanie się w procesie pisania. Wyjść na łąki, pójść do lasu, ruszyć przez przełęcz lub brzegiem morza. Zostawić biurko, komputer i tekst. Iść i oddychać miarowo. Nie marudzić, że deszcz, że mgła, że pod górkę, że zimno, że upał, że wieje, przeciwnie cieszyć tym, przyjąć, że jest jak powinno być i iść przed siebie. Żeby zadziałało, potrzeba przejść kilka, a nawet kilkanaście kilometrów, żaden tam spacer wokół skwerka.
Bez telefonu, bez sprawdzania drogi co chwilę, bez gadania – gdakania.
Nasz mózg zwolniony z rozwiązania zadania twórczego tu i teraz na podyktowanych (dosłownie!) warunkach może się dotlenić, odpocząć i zacząć procesować problem w swoich głębokich strukturach. Zrobi to, tylko przestań wywierać presję, że ma to być już, natychmiast, teraz.
Na pewno to znasz, kiedy zmywasz naczynia, bierzesz prysznic, pielesz grządkę, czyli wykonujesz rutynowe czynności niemal automatycznie ni stąd ni zowąd pojawia się błyskotliwa myśl, riposta, której szukaliśmy wcześniej, zabawna analogia albo pomysł, jak rozwiązać problem. To właśnie działalność tychże głębokich struktur.
Regularne spacery zaleca wielu mentorów kreatywności.
O tym, że ruch wspiera ich proces twórczy, mówi też wielu znanych autorów. Trenują, biegają, ćwiczą. Ja chcę cię namówić na wędrówki, bo łączą zalety wysiłku fizycznego i ruchu z zachwytem i swobodą. Nie ma reżimu zegarka, jakie tempo jest odpowiednie ani ile jeszcze ruchów czy pozycji musisz wykonać, żeby zakończyć trening.
Wędrujesz przed siebie, czyli możesz skręcić, zatrzymać się, pójść dalej, zabłądzić i zawrócić, a wszystko po to, żeby poczuć radość w sobie, że jest tyle wspaniałych, olśniewających miejsc wokół, żeby poczuć ciekawość, co jest tam dalej, wreszcie nabrać odwagi, by zabłądzić, „zgubić się” i odnaleźć drogę – do domu, do siebie, w tekście.
Najciekawsze na koniec. Jeśli sobie to wszystko podarujesz – czas, wędrówkę, swobodę – najprawdopodobniej wrócisz nie z jednym, ale z wieloma twórczymi pomysłami.
Przyniesiesz je jak koszyk pełen prawdziwków po grzybobraniu.

