Żółw, zając czy…

Znacie bajkę Ezopa o chwalipięcie, która dużo gada, ale zamiast zmierzać do celu drzemie przekonana, czego to ona nie dokona oraz wytrwałym ponuraku, mozolnie idącym przed siebie, który osiąga pierwszy metę? Jestem zającem czy żółwiem, chciałoby się zapytać.

Sprawa jednak nie jest taka prosta.

Wiele osób chce napisać książkę. Jednym wydaje się, że to proste, żeby nie powiedzieć banalne, innych to zadanie/marzenie onieśmiela. Jedni dużo i chętnie o tym mówią, inni chowają teksty do szuflady latami. Jedni gonią bez wytchnienia przez kolejne maszynopisy, inni wciąż piszą pierwsze zdanie. Jedni się bawią tekstem, inni klęczą na kolanach przed regałem klasyków. Są tacy, co chcą pokazać światu każde napisane zdanie, są tacy, co nawet po trzech redakcjach i dwóch korektach wciąż mają wątpliwości. Są tacy, co potrzebują, żeby im odmierzać każdy etap jakby to był trening przed olimpiadą, są tacy, których dyscyplina narzucona z zewnątrz odrzuca i wybija z pracy.

Nie ma jednej postawy wobec pisania.

Do zająca – gaduły, której wydaje się, że zawsze zdąży i żółwia upartego mozolnika dołożyłabym fokę płynącą przez fale i pokonującą opór materii poprzez zabawę, niedźwiedzia, który potrafi zrobić sobie głęboką przerwę w najtrudniejszym momencie, dzięcioła wystukującego kilka dziupli naraz, wiewiórkę chowającą najlepsze pomysły na później…

Czy zając kiedyś dobiegnie do mety i napisze to, o czym tyle gada?

Czy żółw może napisać tak, żeby nie było czuć mozołu, z jakim dobił do celu?

Oczywiście, że tak. Zając potrzebuje przekierować swoją energię, elokwencję i pewność siebie we właściwym kierunku, no i oczywiście wyciągnąć wnioski z tego, co działo się do tej pory. Żółw potrzebuje przerwy na zabawę, swobody myśli, kołysania się do góry brzuchem dla samej przyjemności. Archetyp nas nie definiuje, on pozwala „złapać” to, co nas wspiera i to, co nas ogranicza.

Jak rozpoznać swój archetyp?

Nie znam recepty. Mogę za to podzielić się swoim doświadczeniem. Szukałam odpowiedzi wiele lat, przymierzałam się do wielu archetypów, i tych zacnych, i tych pracowitych, i tych efektownych. Trochę chciałam, żeby mi schlebiał, trochę, żeby dodawał mocy, a na pewno, żebym wszystko w nim rozpoznała od razu jako swoje. Okazało się, że nie tędy droga.

Dziś wiem, że jest moim zwierzęciem mocy twórczych jest sójka. Wracała do mnie i wracała, w rzeczywistości, w opowieściach, w rozmowach, aż to zrozumiałam. Odnajduję się w jej zaradności i  uważności, umocowaniu w prawdzie i bronieniu tego, co ważne. W byciu pomiędzy różnymi światami, w sprycie, jak przechytrzyć większych i silniejszych, w głosie, który nie tyle jest piękny, co jest skuteczny (a czasem nawet bywa kłótliwy), w zadawaniu ważnych pytań, w docenianiu tego, co mniej chwalone.

Tego dnia pióro sójki spadło mi pod same nogi. Znajdziesz je w logo tej strony.

A tutaj znajdziesz piękny opis tego archetypu: Zwierzę Mocy Sójka – „Twoje słowa są zaklęciami – nie rzucaj ich przypadkowo.” – Zwierzęta Mocy wg Marii Bucardi

Dodaj komentarz

Polecane posty:

Jak iść własną ścieżką

Debiut nie musi być spektakularny

Pamiętam jak dziś premierę Białych zębów Zadie Smith. Fanfary na cały świat, mnóstwo recenzji, same zachwyty, polskie wydanie przeczytałam na jednym wdechu, żeby tak jak

Szczegóły »
Jak iść własną ścieżką

Trudno wszystkim dogodzić

Na pewno znasz to powiedzenie, o tym, że nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby nas wszyscy lubili. Zgoda na to, że nasze teksty nie będą wszystkim

Szczegóły »