Znasz zalecenie, żeby ustanowić sobie dzienny licznik słów (znaków) i siedzieć przy edytorze dopóki się dokładnie tyle nie napisze? Uważam je za wysoce szkodliwe. Znam kilka książek napisanych według recepty „pisz po 400 słów” dziennie i cóż, nie są to dobrze napisane książki, najoględniej rzecz ujmując.
Trudno pisać, kiedy jesteśmy w rozproszeniu.
Żeby była jasność, nie mam nic przeciwko sprawdzaniu postępów pracy poprzez licznik (rozdziałów, stron, akapitów, słów, znaków). To zupełnie naturalne, że chcemy wiedzieć, ile tego dnia napisaliśmy. Nie jestem też przeciwko ustawiania sobie celu: dziś napiszę X stron. Jeśli to działa na ciebie motywująco, jest w porządku.
Nie uznaję jedynie wypełniania celu dla samego celu.
Czyli pisania tychże 400 słów byle je napisać. W kolejce do dentysty, w czasie treningu dzieci, podczas pieczenia ciasta i ostatnie sto tuż przed zaśnięciem. Masz czterysta słów na koniec dnia, ale to, co zostało napisane, ma marne szanse być wartościowym tekstem. Serio, w ten sposób możesz rozpisywać plany wakacyjne, analizować domowy budżet czy robić notatki w dzienniku.
Co proponuję w zamian?
Pisanie cykliczne w sposób dostosowany do nas. Jedni mogą przeznaczyć piątki, inni co drugi weekend, jedni potrzebują trzech godzin z przerwą, drudzy sześciu ciurkiem. Jedni wolą pisać w szlafroku, na czczo do godziny 10.00, drudzy po 22.00, kiedy już wszyscy inni poszli spać. Ważne, żeby wtedy właśnie dobrze się pracowało, ważne, żeby nie przepuszczać swoich własnych terminów.
Rytm i cykliczność są niezbędne, jeśli masz osiągać postępy.
Nie da się napisać powieści na raz. Choćbyśmy tydzień nie wstawały od komputera, choćbyśmy zamknęły się w pustelni. Opowieści o tego typu „strzałach” są legendą. Tekst tak napisany trzeba potem przemyśleć i przepisać na nowo w trakcie spokojnych, pracowitych sesji.
[Może być tak, że akurat ten scenariusz jest dla ciebie OK. Najpierw sprint przez pierwszą wersję, a potem metodyczna praca nad kolejnymi rozdziałami. Proszę bardzo, możesz tak pracować. Jak widać, na drugi etap potrzebujesz cyklicznych spotkań ze swoim tekstem.]
Kiedy już nadchodzi ten zarezerwowany na pisanie czas w twoim kalendarzu, nie marnuj go na scrollowanie, relacjonowanie mąk twórczych w sieci, dyskusje ze znajomymi, marudzenie jak dzisiaj nic nie idzie.
Pójdzie, tylko daj szansę.
Zacznij od >>>> swojego rytuału lub rutyny, potem >>>> krótka rozgrzewka albo >>>> przejrzenie notatek. I już. Piszesz.
A jeśli nie, to znaczy, że trzeba przemyśleć, co i po co piszesz.
Piszesz? Chcesz napisać? Zapraszam na konsultacje i mentoring twórczy.

